Bloog Wirtualna Polska
Są 1 260 063 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Żmijka.

niedziela, 26 czerwca 2016 18:57

9-letnią Zuzię bardzo bolał brzuch, więc matka zabrała ją do lekarza. W szpitalu wykonano badania i okazało się, że dziewczynka jest zdrowa. Podczas kolejnej wizyty w szpitalu dziecko, które prawie nigdy się nie odzywało się pierwsze, powiedziało: Chcę zniknąć. Lekarz zainteresował się tym zdaniem - Zuziu, ale co to oznacza? ­– zapytał. Wówczas dziecko wytłumaczyło, że chce, by jej w ogóle już nie było. Wkrótce u dziewczynki zdiagnozowano depresję. 9-latka miała myśli samobójcze. Co sprawiło, że Zuzia chciała umrzeć?

9-letnia dziewczynka wyglądała na 6 lat. Wydawało się, że cała jej postawa mówi o tym, że nie chce znajdywać się w tym miejscu, w którym akurat była. Zawsze skulona, mówiąca półszeptem, wykonująca wszystkie rozkazy jak mały robocik. Zuzia nie miała apetytu, nie chciała bawić się z innymi dziećmi i nie potrafiła opowiedzieć o sobie. Nie wiedziała co lubi, a czego nie, nie potrafiła określić w co chciałaby się bawić. Jeśli pytano ją czy chce soku, natychmiast odpowiadała, że tak. Po chwili zapytana, czy może chciałby wody, również twierdząco kiwała głową.

Kiedy dziewczynka wchodziła do pokoju z zabawkami, nie rzucała się jak inne dzieci na pstrokate lalki z zainteresowaniem, tylko ukradkiem przyglądała się nie śmiejąc niczego dotknąć. Zuzia żyła w świecie fantazji i jej najlepszymi przyjaciółmi były postacie z bajek. Chętnie czytała o bohaterce, która mieszkała z kozami w górach i na co dzień zajmowała się zwierzętami. – Chciałabym zamieszkać tam, w górach, bo tam jest cicho i nie ma ludzi – było to jedno z niewielu zdań, jakie można było usłyszeć od 9-latki.

Wycofana, nieobecna i nieśmiała dziewczynka, która nigdy nie mówiła jeśli jej o to nie poproszą, mogłaby być marzeniem niejednego rodzica. Jednak „normalność” tej 9-latki była pozorna. Szczęśliwe dziecko nie potrafi być aż tak grzeczne.

Mama bije żmijką

Mama Zuzi zrobiła świetną karierę i była jedną z tych kobiet, które są nazywane emancypantkami. Obsesyjnie perfekcyjna i bardzo zapracowana Anna trzymała w garści całą rodzinę, co sprawiło, że jej mąż całkowicie się wycofał i wszystko oddał w jej ręce.

Kobieta urodziła Zuzę w dosyć młodym wieku i uważała, że dużo poświęciła dla swojej córeczki. Zawsze myślała, że gdyby nie dziecko, to udałoby jej się osiągnąć o wiele więcej, a przez tę małą istotę nie wykorzystywała do końcu swojego potencjału. Anna nigdy nie powiedziała o Zuzi „moja córeczka” czy po prostu „Zuzia”. Mówiąc o maleństwie zawsze używała zwrotu „to dziecko”, co wprowadzało niektóre osoby w osłupienie.

 Anna uważała, że Zuzia powinna „być cicho”, a jej dzień musi składać się z obowiązków. Matka powiesiła nad łóżkiem córeczki listę zadań, które dziewczynka miała wykonywać przed lub po szkole.

1. Pościel łóżko. 2. Podlej kwiaty. 3. Spakuj śniadanie do szkoły. 4. Odrób lekcje. 5. Posprzątaj. 

Taki zbiór zadań 9-latka miała wykonywać każdego dnia. Anna uważała, że dziecko trzeba trzymać  krótko, w przeciwnym wypadku nic z niego nie wyrośnie. Rozmawiając z córeczką zazwyczaj podnosiła głos, a w jej zdaniach często były zawarte zakazy lub nakazy. Żadnego "kocham cię", albo chodź przytulę cię", kobieta niczym wojskowy powtarzała w kółko "zrób to", "musisz tamto".

Jeśli dziewczynka nie wywiązywała się przynajmniej z jednego zobowiązania, była bita żmijką – dyscypliną splecioną z plastikowej izolacji. Żmijka zawsze leżała na widocznym miejscu i na rozkaz matki Zuzia zawsze ją przynosiła.–  Dziś dostaniesz cztery razu żmijką – informowała matka i lała cicho znoszącą ból dziewczynkę. Uda i pupa dziecka zazwyczaj były pokryte siniakami. 

Niezdarna, wredna dziewczynka

Dziewczynka wiedziała, że jej matka wraca o godzinie 18. Już o 17.30 Zuzia siadała naprzeciwko zegara i z przerażeniem patrzyła na upływające minuty. – Jeszcze tylko 10... tylko 5 – powtarzała. Jej lęk stawał się coraz silniejszy, serce biło coraz szybciej, a dłonie się pociły. Cały czas wymieniała w głowie to, co miała zrobić w ciągu dnia i zastanawiała się czy o czymś zapomniała. Czasem strach stawał się tak silny, że dziewczynkę zaczynał boleć brzuch. Jej mięśnie były spięte, a głos tak cichy, że nie zawsze udawało się zrozumieć co ona mówi.

– Kiedy będę dorosłą, w moim domu nigdy nie będzie żmijki – pewnego razu powiedziała Zuzia. Dziewczynka szczerze nienawidziła żmijki, która zawsze leżała w tym samym miejscu i przypominała o nieuchronności kary. Zuzia przeraźliwie bała się powrotów matki i ze strachu zapominała o jakimś drobiazgu, więc Anna miała okazję, by „uzasadnić” każde uderzenie córeczki. Zuza jednak bardzo nie chciała smucić matki i starała się zrobić wszystko jak najlepiej. O sobie myślała, że jest niezdarą, nieposłuszną i wredną dziewczynką – tak przynajmniej mówiła Anna, a Zuzia jej bezgranicznie ufała. 

Czy dziewczynka kochała swoją matkę? Tak, jak to dzieci potrafią kochać swoich rodziców, którzy mogą zgotować dla nich prawdziwe piekło. 9-latka miała wpojone od samego początku swojego krótkiego życia, że wszystko jest jej winą. Zuzia zatem ciągle miała ogromnie poczucie winy, które w pewnym momencie stało się tak duże, że dziewczynka po prostu postanowiła zniknąć. Skoro jest tak zła i tak bardzo smuci matkę, to musi po prostu przestać istnieć – tak mała dziewczynka próbowała wytłumaczyć sobie otaczający ją świat.

Diagnoza – depresja

Jak by to dziwnie nie brzmiało, ale u dzieci w wieku Zuzi również diagnozuje się depresję. Objawy są w większości takie same, jak u dorosłych, tylko że małym pacjentom jest o wiele trudniej zrozumieć co się z nimi dzieje. Dorosły człowiek potrafi powiedzieć, że jest mu źle, że czyje się smutny, zmęczony życiem, a dziecko zazwyczaj nie umie nazwać tych emocji. Wie i czuje, że coś jest nie tak, ale nie może tego stanu określić.

Zuzia uświadomiła dorosłym jak się czuje mówiąc o tym, że chce zniknąć. Lekarz polecił matce zabrać Zuzię do Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. W trakcie terapii okazało się, że również Anna była bita w dzieciństwie, a jej rodzice zachowywali się podobnie, jak ona zachowywała się w stosunku do swojej córeczki. Również mieli w domu znienawidzoną żmijkę.

Po dwóch latach terapii udało się sprawić, że matka przestała używać zwrotu „to dziecko” i lepiej zrozumiała potrzeby swojej córki. Niestety psychologowie nie są cudotwórcami i nawet po ciężkiej pracy nie da się powiedzieć o Annie, że nagle stała się wyrozumiałym i pełnym miłości rodzicem. Pewne zmiany w jej zachowaniu jednak zaszły.

Zuzia miała sporo szczęścia, gdyż jej tragedia została zauważona i wysłuchana, a co najważniejsze, dziewczynkę wyleczono z depresji. W przypadku innych dzieci często bywa już za późno, w Polsce z każdym rokiem przebywa liczba młodych osób, które decydują się na odebranie sobie życia.

 

Znalezione w Internecie.

 

Ile nieszczęścia spotyka dzieci i to od najbliższych. W domu gdzie powinna czuć się bezpiecznie spotkał ją los najgorszy z możliwych. W porę uchwycone przez czujnego lekarza, ile takich zdarzeń nie ujrzało i nie ujrzy światła dziennego? Mocne to!

 

 

 

 

Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego ludziom dobrego serca.

 

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pokolenie roszczeniowe /Millenialsi/

wtorek, 10 maja 2016 1:38

Oj dzieje się, pokolenie roszczeniowe, takie co to nic od siebie tylko dla siebie.

Nie uogólniając, ludzie młodzi ledwo co po szkołach skończonych albo i nie, chcieliby od razu mieć wszystko, tzn. ful wypas - mieszkanie, lukratywną posadę coby zarobić a się nie narobić, samochód, wczasy za granicą i tym podobne luksusy. Ci co myślą inaczej uważani są za ignorantów.

Im wszystko się należy i basta.

Nie do pomyślenia jak to kiedyś bywało, że "dorobek stanowił cel własnej pracy" Innymi słowy młody człowiek, małżeństwo dorabiało się pracą własnych rąk stopniowo, pomału. Był czas pracy, wypoczynku i budowania swojego ogniska. Nie tak, że wszystko się należało ale zdobywało się pracą, często mozolną.

A potrafią ci młodzi ludzie powiedzieć, że kiedyś to mieliście lepiej, /?/.

Jak lepiej, pracowaliśmy, dorabialiśmy się, nikt nam nic nie dał, nie stać nas było na rozrzutny styl bycia.

Co to z tego wszystkiego wyjdzie, wielki chaos i podział.

Jedni na drugich ujadają.

 

 

 

 

Pozdrawiam i życzę sobie i innym tu zaglądającym dobrego życia.

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dziwne?

poniedziałek, 25 kwietnia 2016 1:06

W sobotę miałam dzień robienia porządków. Nastawiłam pranie, wzięłam się za odkurzanie.

Wyciągnęłam odkurzacz,  jak zwykle podłączyłam kabel, wąż i...................

czarna magia, pustka, nie wiem co dalej zrobić aby uruchomić odkurzacz, jak ja robiłam to, wpadłam w panikę.

Przez chwilę próbuję uspokoić się, patrzę na odkurzacz, chyba gdzieś naciskałam ale gdzie? Pierwsza myśl to brak jakiegokolwiek guzika, przycisku.  Chyba trzeba gdzieś nacisnąć przychodzi mi taka myśl, ale gdzie i.... tutaj z boku to wyciąga i chowa się kabel, no tak a z drugiej strony trzeba nacisnąć i włączy się odkurzacz?

Zrobiłam to, odetchnęłam z ulgą, że się udało.

Ale byłam naprawdę przerażona.

Co się ze mną stało?

Czyżby.......? Nie odrzucam tę myśl, straszne by to było.

W najbliższym czasie będę u lekarza, zapytam się o to dziwne zdarzenie.

W piątek  byłam u rodzinnego, dostałam skierowanie na badania, bo ostatnio coś słaba jestem. Nawet żartowaliśmy, czy to z powodu wiosny w przyrodzie czy mojej wiosny wieku. Ironia losu.

Pozdrawiam.

 

 

 

 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Marchew, jajo, kawa

czwartek, 14 kwietnia 2016 22:58

Gdy wnuczka z płaczem powiedziała jej, że życie jest zbyt trudne, babcia pokazała jej jajko, marchewkę i kawę... Co za mądra kobieta!

Każdemu z nas zdarza się czuć przytłoczonym: problemy spadają na nas jeden po drugim i ma się wrażenie, że nigdy się nie skończą. Dla bohaterki niniejszej historii właśnie nadszedł taki moment. Dziewczyna odwiedziła babcię, z którą zawsze mogła o wszystkim porozmawiać, by się wypłakać. Przez łzy powiedziała, że życie jest za trudne... Babcia miała na to odpowiedź!

Widząc, jak roztrzęsiona i zestresowana jest jej wnuczka, starsza pani wzięła ją za rękę i posadziła przy kuchennym stole. Sama w tym czasie nastawiła wodę w trzech garnkach. Gdy zagotowała się, do jednego garnka wrzuciła jajko, do drugiego marchewkę, a do trzeciego ziarenka kawy. Po 20 minutach wyjęła jajko i marchewkę i wlała kawę do filiżanki. Poprosiła wciąż zapłakaną wnuczkę, by dotknęła marchewkę, rozbiła jajko i napiła się kawy. Ta spojrzała na babcię zdziwiona, ale zrobiła to,o co prosiła. W międzyczasie mądra staruszka wyjaśniła jej, w czym rzecz:

Widzisz kochana, te trzy rzeczy zostały poddane przeciwności losu, jaką jest wrzątek. Zobacz, co się stało z marchewką - przedtem była twarda i mocna, a teraz jest miękka i słaba. Za to jajko na początku było kruche, prawda? Skorupka chroniła delikatne wnętrze, które pod wpływem wrzątku zrobiło się twarde. Wyjątkowa jest kawa! Ona zmieniła wrzącą wodę. A teraz, moja droga, zadaj sobie pytanie o to, czym jesteś: marchewką, jajkiem czy kawą?

Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, babcia dokończyła myśl:
Zastanów się dobrze, czy jesteś jak marchew, na pozór twarda, ale przy najmniejszej przeciwności losu miękka i słaba? Czy raczej jesteś jak jajko, pozornie delikatna, ale twoje serce twardnieje z bólu po utracie kogoś bliskiego lub pod wpływem innych bolesnych wydarzeń? A może jednak jesteś jak kawa? Ziarna kawy uwalniają swój prawdziwy smak i naturę wraz ze wzrostem temperatury wody. Czy potrafisz przeanalizować problem i ruszyć dalej?
Wnuczka nie wiedziała, co odpowiedzieć. Każdy z nas musi zadać sobie to pytanie, na spokojnie je przemyśleć i... dokonać najlepszego wyboru.

 

Znalezione w internecie.

 

Ciekawe pytanie, interesujące - marchew, jajo, kawa?

Marchew  twarda ale po ugotowaniu miękka. Jajo miękkie po ugotowaniu twarde. Kawa wraz ze wzrostem temperatury wody i ilości ziaren pokaże swój smak i naturę.

Moim typem zostanie chyba kawa. W zależności od okoliczności pokaże swoją prawdziwą moc. Potrafi walczyć nie poddaje się. 

 

gałązki w poświacie

 


 

 

 
 
 
 

 

 


oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Psy nie umierają, one śpią w twoim sercu.

wtorek, 08 marca 2016 2:01

Psy nigdy nie umierają. One śpią w twoim sercu.

Strata psa bardzo boli każdego miłośnika zwierząt. Psy są najwierniejszymi przyjaciółmi, zawsze kochającymi bezinteresownie. Mamy nadzieję, że te mądre słowa pomogą Tobie lub twoim bliskim. Jeśli zainspirował Cię ten artykuł udostępnij go dalej.

Poniższe słowa zostały napisane przez Ernesta Montague i opublikowane na portalu DogHeirs. Ernest napisał je po stracie ukochanego czarno-białego pit bula Bolo, który do końca życia kochał spacery. Nawet gdy po każdych 5 metrach musiał się zatrzymać, w jego oczach widać było wolę dalszego spaceru.

"Niektórzy z was, zwłaszcza Ci którzy niedawno stracili psa na rzecz "śmierci", nie do końca to rozumieją. Nie czuję potrzeby tłumaczenia tego, ale ponieważ sam nie jestem wieczny więc muszę to wyjaśnić.

Psy nigdy nie umierają. Nie wiedzą jak to zrobić. Stają się zmęczone i bardzo stare, ich kości zaczynają boleć. Oczywiście nie umierają. Jeśli by umierały to przecież nie chciały by zawsze iść na spacer, a przecież chcą iść na spacer, nawet długo po tym jak ich stare kości mówią: "Nie, to nie jest dobry pomysł. Nie idźmy na spacer". One zawsze chcą iść na spacer. Nawet jeśli kolejny krok oznacza, że ich stare ścięgna nie utrzymają ich na nogach, to i tak będą szły dalej.

To nie jest tak, że nie lubią twojego towarzystwa. Przeciwnie, spacer z tobą jest dla nich wszystkim. Symfonia zapachów, która je otacza to ich świat. Kocia kupa, zapach innego psa, gnijące szczątki jakiegoś ptaka, no i ty. To jest to co sprawia, że świat jest dla nich idealny, a w idealnym świecie nie ma miejsca na śmierć.

Jednak psy stają się bardzo śpiące. I tu jest sedno sprawy. Nie uczą tego na uczelniach, gdzie wykładają co to kwarki, gluony oraz ekonomia Keynesa. Wiedzą tam tak wiele rzeczy, że zapominają o tym, że psy nie umierają. Naprawdę szkoda. Psy mają przecież tak wiele dobrych rzeczy, a ludzie potrafią tylko gadać.

Gdy myślisz, że twój pies umarł, on po prostu usnął w twoim sercu. One wciąż merdają ogonem, przez co twoje serce tak boli i ciągle płaczesz. Kto by nie płakał mając szczęśliwego, merdającego ogonem psa w klatce piersiowej. Ała! One merdają gdy się tam budzą. Wtedy mówią: "Dzięki! Dzięki za cieplutkie miejsce do spania, w dodatku tak blisko twojego serca, to najlepsze miejsce!"

Na samym początku ciągle się budzą, dlatego tak często płaczesz. Ich ogon merda. Ale po jakimś czasie śpią coraz więcej. (pamiętaj, że psia chwila jest zupełnie inna od ludzkiej chwili. Idziesz z psem na spacer, a dla niego to cały dzień przygód w ciągu jednej godziny. Potem wracasz do domu i zanim znowu z nim wyjdziesz to dla niego mija tydzień lub co najmniej kilka dni zanim znowu z nim wyjdziesz. Nie dziwi więc dlaczego tak kochają spacery).

W każdym razie, jak już mówiłem, one zasypiają w twoim sercu, a gdy się budzą merdają ogonem. Po kilku psich latach śpią już coraz dłużej, więc i ty możesz. Były GRZECZNYMI PSAMI całe swoje życie i oboje to wiecie. Bycie grzecznym psem przez cały czas jest bardzo męczące, zwłaszcza gdy jest się już starym i bolą kości, a chcąc iść do przodu ląduje się pyszczkiem na ziemi i nawet gdy pada na dworze i nie chce się wyjść to i tak się wychodzi wysikać na zewnątrz bo tak czynią dobre psy. Więc zrozum, po czymś takim trzeba odespać w twoim sercu, więc będą spały dłużej i dłużej.

Ale nie daj się zmylić, one nie są martwe. Nie ma czegoś takiego. One śpią w twoim sercu, a budzą się gdy tego najmniej oczekujesz. One już takie są.

Jest mi żal ludzi, którzy nie mają psa śpiącego w sercu. Tak wiele tracą. Przepraszam, ale idę sobie popłakać."

 

/Znalezione w Internecie/

 

W moim sercu śpi już 25 lat. W kwietniu będzie rocznica śmierci - snu.

Idę popłakać. Pozdrawiam.

 

Zw-Piesek (2).jpg


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Życie jest jak pudełko czekoladek-nigdy nie wiesz, co ci się trafi. - Forrest Gump

O mnie

Ten najszczęśliwszy, królem czy chłopem, kto znajduje spokój w domu swoim. Goethe

Statystyki

Odwiedziny: 111952
Wpisy
  • liczba: 218
  • komentarze: 830
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0
Bloog istnieje od: 2735 dni

Lubię to